Miłość do Polski okazuje czynem – nie słowem

  • Published in News
cz-piłka.pl. piłka nożna, Częstochowa, football, Waldemar Deska, football photo gallery, football photos, Tudor Butucel, Raków Częstochowa, Mołdawia   

Do Częstochowy jego droga prowadziła z Mołdawii i choć wielkich sukcesów z Rakowem jeszcze nie osiągnął, to już Tudor Butucel zapisał się w historii. Jest pierwszym zagranicznym transferem Akademii Rakowa.

W rozmowie z Konradem Cinkowskim młody piłkarz opowiada o swoich początkach z piłką nożną, przybliża nam swój mołdawski etap kariery, a także zdradza, jak trafił do Rakowa. Co ciekawe, Butucel bardzo dobrze rozmawia i pisze w języku polskim, a ogólnie języków zna już... siedem.

- Zacznijmy od tego, byś opowiedział nam nieco o swoich początkach z piłką. Od jak dawna trenujesz i skąd u Ciebie zainteresowanie do tego sportu?
- Odkąd pamiętam, to oglądałem różne mecze z tatą, który jest zakochany w piłce. Szczególnie mecze FC Steaua Bukareszt, więc właśnie tak poznałem ten sport. Bardzo mi się spodobała atmosfera i połączenie emocji odgrywanych przez spektakularne zwycięstwa i gole. Chciałem być powodem szczęścia tych tysięcy ludzi, więc od dzieciństwa już myślałem, aby być piłkarzem.

- W jakich klubach grałeś dotychczas?
- Od siódmego roku życia, kiedy zacząłem treningi w klubie Dacia Buiucani, to spędziłem tam całą swoją mołdawską karierę, czyli dziewięć lat. Później przeprowadziłem się do Polski i trafiłem do Rakowa.

- Jesteś młodym zawodnikiem, więc poznałeś piłkę od najniższych szczebli. Co możesz powiedzieć o szkoleniu młodych talentów w Mołdawii?
- W Mołdawii, jak w każdym innym kraju istnieją kluby piłkarskie, które oferują mniejsze lub większe możliwości. Myślę, że miałem to szczęście, że klub, w którym zaczynałem grać w piłkę, to ma zespoły grające w każdym wieku w pierwszej lidze krajowej.

- A jak oceniasz poziom piłki nożnej w swoim kraju?
- Piłka nożna jest związana z poziomem, w którym inwestuje się w ten sport. Kiedyś zespoły grały w pierwszej lidze Związku Radzieckiego, a gracze jak np. Pavel Ciobanu, dawny prezes mołdawskiej federacji, byli legendami na całe ZSRR. Niestety, w tej chwili mołdawska piłka nożna przeżywa bardzo trudny okres związany z sytuacją gospodarczą w moim kraju...

- Czy możesz się pochwalić jakimiś sukcesami w piłce klubowej i reprezentacyjnej?
- Byłem miło zaskoczony, że zostałem wybrany w pierwszej selekcji reprezentacji Mołdawii do lat piętnastu. Mogłem być również dumny z wygrania kilku edycji mistrzostw kraju i kilku turniejów międzynarodowych – w Rumunii i Bułgarii, w których to pokonaliśmy piłkarzy Steaua Bukareszt. W sierpniu 2015 roku wygraliśmy lokalną edycję LUKOIL Childrens Champion Cup w Bułgarii i pojechaliśmy na etap do Rosji, gdzie grałem przeciwko PAOK Saloniki, Besiktasowi Istambuł, czy Spartakowi Moskwa i Dinamu Zagrzeb. Brałem również udział w turniejach międzynarodowych na Ukrainie i w Niemczech. W wieku siedemnastu lat zadebiutowałem z kolei w reprezentacji U19, grając przeciwko Bułgarii i Macedonii.

- Twoim zdaniem jest szansa wybić się na światowe areny, grając wyłącznie w ojczyźnie?
- W tej chwili moja drużyna z Mołdawii – Dacia Buiucani U19 jest na pierwszym miejscu w mistrzostwach kraju i ma duże szanse na to, aby zagrać w Młodzieżowej Lidze Mistrzów. Mimo takich szans, zdecydowałem się przyjechać do Częstochowy, na przykład ze względu na sposób organizacji treningów i dlatego, że środowisko jest bardziej perspektywiczne.

- Zakończmy na tym rozmowę o mołdawskim etapie i zacznijmy o tym, co tu i teraz. Jak trafiłeś do Rakowa?
- Otrzymałem oficjalne zaproszenie na testy – z opisanymi bardzo profesjonalnie przez Filipa Raczkowskiego, mojego pierwszego trenera datami i godzinami. Po tygodniu treningów miałem okazję zagrać w towarzyskim meczu, w którym strzeliłem gola i zdecydowałem, że zostanę w Rakowie na dłużej.

- To była jedyna opcja dla Ciebie czy zainteresowanych klubów było więcej?
- Szczerze mówiąc, to dwa dni po powrocie z testów w Polsce musiałem się jeszcze udać na testy do klubu, który gra w Serie A we Włoszech. Zdecydowałem jednak już, że pozostanę przy ofercie Rakowa, nawet jeśli agent piłkarski z Mołdawii miałby się na mnie obrazić.

- Do Polski przyjechałeś sam. Jak radzisz sobie bez rodziny?
- Początkowo na testy przyjechałem z moim ojcem i młodym agentem piłkarskim z Mołdawii – Ramilem Adighezalovem, który zaoferował nam pomoc bez żadnych zobowiązań i interesów. Uważam go za bardzo dobrego, uczciwego człowieka i jest moim dobrym przyjacielem. Oczywiście nie jest to łatwe, bo bez rodziny, w wieku szesnastu lat w obcym kraju musiałem sobie zacząć radzić samodzielnie i nie przeszkadzając zbyt wielu innym osobom. Wiem jednak, że w każdej sytuacji mogę się zwrócić do dyrektora Akademii Rakowa – Marka Śledzia, dlatego z tego miejsca chcę mu bardzo podziękować i zapewnić, że moja miłość do Polski opiera się na takich ludziach jak on – profesjonalnych, o dobrym sercu, uczciwych i obiektywnych.

- Miałeś już okazję lepiej Częstochowę? Jeśli tak, to co ci się podoba najbardziej w naszym mieście?
- Lubię... wszystko (śmiech). Na urodziny – moje i mojej siostry bliźniaczki, rodzina zaskoczyła mnie i przyjechała do Polski. Pojechaliśmy do centrum miasta i byliśmy pod wielkim wrażeniem tego, ile osób było na Jasnej Górze.

- Twoim marzeniem jest debiut w pierwszej drużynie Rakowa. Jak na dzień dzisiejszy oceniasz swoje szanse w tym aspekcie w rundzie wiosennej?
- Piłka nożna, to magia. Jeśli ciężko pracujesz, to nie możesz nie spełnić marzeń. Wie, że choć debiutowałem w wieku 17 lat w kadrze narodowej U19, to jako obcokrajowiec mam do wykonania dużo pracy, aby chociaż mieć możliwość treningów z pierwszą drużyną Rakowa.

- Wyznaczyłeś sobie jakieś cele na rundę wiosenną?
- W lidze makroregionalnej, która jest najwyższą ligą w kategorii do lat 19 w Polsce, chcę, aby nasza drużyna wygrała tę grupę, w której gra. Mam nadzieję, że strzelę dużo bramek i będę miał dużo asyst, a może wówczas dostanę szansę w starszej drużynie Rakowa.

- Zbliżamy się do końca wywiadu. Bardzo dobrze radzisz sobie po polsku. Od jak dawna uczyłeś się naszego języka i ile czasu zajęła ci nauka?
- Kiedy przyjęto mnie po testach do Rakowa, to wróciłem do domu i przez miesiąc uczyłem się polskiego z polskim profesorem na Uniwersytecie Mołdawskim – panem Stanisławem Zelkiem, który trenował mnie na co dzień. Kiedy już wróciłem do Częstochowy, to było mi dużo łatwiej, by uczyć się dalej polskiego. Dużo w nauce języka pomogła mi szkoła SMS „Raków”, a szczególnie panie nauczycielki – Wiesława Mecmajer i Barbara Walasik. Od początku oprócz bardzo intensywnych treningów, wyjątkowych w porównaniu z tymi w Mołdawii, ciężko pracowałem, aby nauczyć się polskiego, aby dołączyć do drużyny i kontynuować szkołę średnią, aby też oczywiście nie zawieźć tych, którzy we mnie wierzą – w domu, czy w klubie. Wiem, że Marek Śledź był pod ogromnym wrażeniem, że po dwóch miesiącach w Polsce mogłem się już porozumiewać w tym języku. Nawet jeśli między naszymi krajami jest dystans, to warto wiedzieć, że mamy wspólną historię, jak byliśmy pod władzą wielkich mocarstw światowych, więc w rodzinie nauczyłem się, że przebywając w gościnnym narodzie, musisz go najpierw uszanować, ucząc się języka gospodarzy. W ten sposób okazywałem miłość do Polski – czynami, a nie słowami.

- Wiem, że mówisz w sześciu językach. To takie trochę hobby czy ta nauka z czegoś wynikała?
- W Mołdawii uczę się w najlepszej szkole średniej - „Prometeusz”, która znajduje się w stolicy kraju. Umiejętność uczenia się innych języków rozwijała się właśnie w tym liceum, a także w „konkursie” z moją siostrą Aliną, która tak jak ja, mówi w kilku językach – w tym w chińskim. Zatem nie jest to samo w sobie hobby, ale konieczność narzucenia sobie wymagań najlepszej mołdawskiej szkoły średniej.

- Którego z tych języków było ci się najtrudniej nauczyć?
- Mógłbym powiedzieć, że francuskiego. Był to dla mnie trudny język, bo nie miałem okazji nim tak często mówić, chociaż jest to bardzo piękny język.

- A masz w planach naukę jeszcze jakiegoś języka?
- Na razie nie. Chciałbym pogłębić swoją wiedzę o języku polskim i zdać maturę w Polsce.

- Dziękuję za rozmowę. Chciałbyś coś dodać od siebie?
- Chciałbym raz jeszcze podziękować klubowi z Częstochowy, dyrektorowi Markowi Śledziowi i prezesowi Wojciechowi Cyganowi, a także moim trenerom, także klubowym w Dacia Buiucani, w którym trenowałem. I dyrektorowi tego klubu – Anghelowi Constantinowi, który wspierał mnie w tym transferze. Podziękowania również dla trenerów reprezentacji Mołdawii i oczywiście dla mojej rodziny i tych, którzy we mnie wierzą.

cz-piłka.pl, rozmawiał Konrad Cinkowski, foto: archiwum Tudora Butucel

Log in or create an account