Nie lubię poniedziałku

W poniedziałkowy wieczór ekipa WLKS-u Kmicica Częstochowa rywalizowała w drugiej kolejce drugiej ligi futsalu z KS Sośnicą Gliwice. Przyjezdni złożeni głównie z piłkarzy występujących w tym samym zespole, który jest wiceliderem zabrzańskiej A-klasy okazali się bardzo wymagającym rywalem i w ostatnich sekundach meczu zapewnili sobie cenne zwycięstwo 5:4.

W pierwszej kolejce spotkań podopieczni Tomasza Czoka wygrali wysoko na własnym parkiecie z Siemianowicami Śląskimi 13:7. Tym razem do Hali Polonia zawitał zespół, dla którego był to debiut w tej klasie rozgrywkowej nie tylko w tym sezonie, ale w ogóle. Znakiem zapytania była zatem postawa gliwiczan, którzy z pewnością nie byli faworytem w tym spotkaniu.
To spowodowało zbyt duże rozluźnienie w szeregach częstochowian o czym wspominał po końcowej syrenie trener Czok. Goście szybko objęli prowadzenie i dali do zrozumienia, że przyjechali tutaj sprawić niespodziankę. Ich drużyna charakteryzowała się przede wszystkim dobrym przygotowaniem kondycyjnym, bowiem nie odstępowali miejscowym na krok. Ci jednak zdołali doprowadzić do remisu i wydawało się, że wszystko wraca powoli do normy.
Zawodnicy KS Sośnicy nie podłamali się i znowu zaczęli atakować. Stwarzali sobie naprawdę sporo sytuacji po których wielokrotnie musiał interweniować golkiper Kmicica Michał Łatka. W jednej z sytuacji ucierpiała jego dłoń, ale na szczęście były bramkarz m.in. Polonii Poraj mógł kontynuować grę. Więcej z gry mieli gliwiczanie, którzy zdobyli dwa gole i wysunęli się na prowadzenie 3:1. Sygnał do odrabiania strat jeszcze w pierwszej połowie dał kapitan gospodarzy, Paweł Marchewka. Kilka minut później był już remis 3:3 i mecz niejako rozpoczynał się od nowa.
W drugiej połowie byliśmy świadkami twardej walki. Rezultat na tablicy świetlnej długo utrzymywał się bez zmian. To co najciekawsze działo się w samej końcówce. Najpierw z bramki cieszyli się przyjezdni. Kmicic nie odpuszczał i znowu za sprawą Marchewki, który sfinalizował akcję całego zespołu doprowadził do wyrównania 4:4. Ostatnie minuty, a nawet sekundy to przewaga częstochowian, którzy mieli dwie fantastyczne okazje. Sprawdziło się stare powiedzenie, które mówi, że niewykorzystane akcje lubią się mścić. Na cztery sekundy przed końcową syreną akcję na wagę zwycięstwa przeprowadzili gliwiczanie, którzy umieścili piłkę w siatce. Zabrakło już czasu na odpowiedź. Po niesamowitych emocjach piłkarze Kmicica ze spuszczonymi głowami udali się do szatni, natomiast rywale cieszyli się z historycznego zwycięstwa.
Być może zimny prysznic podziała mobilizująco na ekipę WLKS-u, która swój następny mecz zagra 20 listopada w Hali Polonia przeciwko SRS Gwiazda II Ruda Śląska. Będzie to również poniedziałek i miejmy nadzieję, że nasi zawodnicy pod prysznicem nie będą musieli nucić hitu The Boomtown Rats - I Don't Like Monday's.
WLKS Kmicic Częstochowa – KS Sośnica Gliwice 4:5 (3:3)
Bramki:
0:1 1’Grzegorz Górka
1:1 3’Paweł Bartoszek
1:2 7’Marcin Kiełpiński
1:3 8’Mateusz Karolczyk
2:3 13’Paweł Marchewka
3:3 20’Paweł Marchewka
3:4 35’Mateusz Karolczyk
4:4 37’Paweł Marchewka
4:5 39’Grzegorz Górka

Kmicic Częstochowa: 99.Michał Łatka, 8.Dawid Gierczak, 9.Maciej Wolski, 10.Paweł Marchewka, 13.Wojciech Marczyk, 1.Wojciech Kuczera, 3.Denys Dushkin, 4.Bartłomiej Pałyga, 6.Adam Górski, 7.Paweł Bartoszek, 11.Oskar Korbela. Trener: Tomasz Czok
Sośnica Gliwice: 12.Krzysztof Górka, 5.Grzegorz Górka, 16.Marcin Kiełpiński, 6.Święch Dominik, 15.Mateusz Karolczyk, 7.Artur Łopatka, 8.Łukasz Gad, 13.Michał Piotrowicz, 10.Daniel Warchałowski, 1.Patryk Pieniak, 3.Bartosz Górski, 11.Kamil Smaga. Trener: Marcin Kiełpiński

Sędziowali: Marcin Miśta, Robert Szycowski, Mariusz Gorczyca.

Krystian Natoński, cz-piłka.pl, foto: Waldemar Deska

Log in or create an account